Blog - moja droga, dziennik, zapiski

Moja wewnętrzna podróż, dziennik - zapiski

KOLEJNOŚĆ. CELOWOŚĆ. PRIORYTETY ->energia na cały dzień. (04/02/26)

Luty 4, 2026 Czas czytania: 4 minut

Znów wracam z tematem PORANKÓW, a w zasadzie odpowiedniej KOLENOŚCI w ciągu dnia. Jestem i będę niezmiennie "adwokatem" wczesnego wstawania. Moim zdaniem i według moich obserwacji to pierwsza i fundamentalna cegiełka w procesie zrównoważonego i zdrowego budowania siebie. Jeśli masz ją już zbudowaną i solidną na tym etapie to już masz doskonałą pozycję startową. Pozostaje kluczowe pytanie o CELOWOŚĆ Twojego wczesnego wstawania. Co nią jest? Jeśli jest nią to, że poranne wstawanie wymusza tryb pracy lub zobowiązania to warto przyjrzeć się teraz PRIORYTETOM. Weź to na czystą logikę. Jeśli chcesz prawdziwie, szczerze i głęboko zadbać o siebie i własną harmonię, to co powinno być pierwszą właśnie czynnością w ciągu dnia? co jest PRIORYTETEM? wlaśnie TY. Nie dzieci, nie praca, nie zobowiązania czy powinności. Ty sama i Ty sam... w ciszy i spokoju dla siebie. Która to powinna być godzina? Nie odpowiem Ci na to pytanie, ale rytm dnia wyznacza też NATURA cykl słońca, wschodu i zachodu. To nie fanaberie tylko hormony i ich poziom. Poranne światło reguluje kortyzol (hormon pobudzenia) i melatoninę (hormon snu), ustalając zdrowy rytm dobowy. Poranek oznacza poranek, nie godz 8 czy 10… Inaczej masz przeciwko sobie potężna siłę NATURĘ… chcesz z nią walczyć? ok, ale, moim zdaniem przynajmniej, nie wygrasz będziesz tylko coraz bardziej wyczerpany ta walką o szukanie harmonii ….
A więc godzina… Powinno to być odpowiednio tyle czasu abyś się nie musiał/ła spieszyć i móc skoncetrować na sobie. Ja np. wstaję o 4- 4:30 rano - potrzebuje 1,5- 2h na moja poranną gimnastykę i medytację bo wiem też dokładnie co ona mi daje, mojemu ciału i głowie…(i to nie muszą być 2 godziny ale Tówj włąsny czas zatrzymania się, rozpoznania się... nawet 30 min o poranku wprowadzi Ci ogromną różnicę, którą szybko odczujesz) .... Jeśli wstajesz o podobnej porze, ale na papierosa czy poranną prasę lub śledzenie giełdy ( i uznajesz, że robisz to dla siebie) to wciąż nie rozmawaiamy o tej samej rzeczy….
Czasu dla siebie szukaj w ciszy i w tym co wewnątrz nie elementach zewnętrznych… I nie mówię, że musisz np rzucać palenie, od razu … ale może je nieco przesunąć czasowo??? i pobyć z sobą samym przez te najważniejszą chwilę dnia o poranku - spotkanie z sobą samym. Ja spotykam się ze sobą na macie w ćwiczeniach, jak pisałem wcześniej to dla mnie bardzo drożna brama do wewnątrz… prosta skuteczna… do ciszy, skupienia i bycia bez myśli… jakie mogą być inne? np. liczenie oddechów i skupienie na nich, narysowanie czegoś, pielęgnacja skóry, spacer… niech to nie będzie muzyka, prasa, książka … masz próbować wyłączyć umysł i być… To nie jest wcale łatwe na początku, ale trenowane codziennie staje się potężnym narzędziem na stres i strach … a mamy go mnóstwo w ciągu dnia… z tym zawsze zdążymy  
Co daje ta KOLEJNOŚĆ i CELOWOŚĆ? daje ogromną dawkę spokoju na cały dzień , bo zrobiłeś właśnie najważniejszą rzecz w ciągu dnia… zadbałeś o uważne bycie ze sobą. Daje to naładowane baterie na cały dzień, bo cokolwiek się nie stanie i jakiekolwiek wyzwanie przyjdzie Ty właśnie zbudowałeś swój fundament i troskę o najważniejszą rzecz -twój wehikuł życia, Twoje ciało i Świadomość. Przemyśl te rzeczy KOLEJNOŚĆ, CELOWOŚĆ, PRIORYTETY… Zadaj sobie to pytanie sam prywatnie i szczerze.
Kiedy podejmiesz decyzję w środku (gdzie chcesz iść ze sobą i swoim życiem) następne kroki opisałem na profilu Shape Your Better Self. Tkwimy w systemie, który sami tworzymy i nagradzamy, a który okazuje się być głęboko toksyczny dla naszego życia. Od młodości jesteśmy uczeni i to przekazujemy nowym pokoleniom, życia i wstawania w pośpiechu … bo szkoła, praca obowiązki … i tego systemu raczej nie zmienimy szybko, ale możemy, w dorosłym już życiu, zaczynać zmieniać nasz styl życia i szukać w nim naturalnej zdrowej harmonii.

Czytaj dalej

ILUZJA. NIEPOKÓJ. NIEPEWNOŚĆ. PUSTKA. (31/01/26)

Styczeń 31, 2026 Czas czytania: 4 minut

Wielu z nas ( a może nawet zdecydowana większość?) ulega w życiu ILUZJI i spędza życie tkwiąc w ILUZJI. Iluzją bywa często poczucie, że np.: będziemy zawsze młodzi; że jestem lepszy od innych (jestem wybrańcem); że o jakości i spełnieniu życia świadczy sukces, pieniądze, uznanie; że ktoś nas bezgranicznie pokochał lub my kogoś bezgranicznie pokochaliśmy... ale też taką samą iluzją jest to, że: ktoś nas potwornie skrzywdził; życie jest niesprawiedliwe; że rozdaje nam złe karty; że jesteśmy w 100% ofiarą - lub w 100% krzywdzicielem; że ktoś nas nienawidzi - lub my "słusznie" nienawidzimy kogoś (a właściwie to siebie samego); że jesteśmy nic nie warci (przeciwieństwo do tych żyjących w iluzji swojego geniuszu) i że nic, absolutnie nic nie możemy z naszym fatum zrobić... Często z powodu ILUZJI czujemy się nieszczęśliwi, bo ani jedna (ta niby pozytywna), ani druga (ta całkowicie negatywna) spokoju nam nie dają... Coś w środku szepce, że to wszystko nieprawda i pojawia się NIEPOKÓJ, a wraz z nim NIEPEWNOŚĆ, a tuż za nią PUSTKA... bo przecież pozostaje nieuchronność końca...świadomość końca kiedyś... a tej się tak naprawdę boimy. Wówczas właśnie, kiedy żyjemy ILUZJĄ nasze życia często zaczynają być wypełnione uzależnieniami (mniejszymi lub większymi), które tę przerażającą bolesną PUSTKĘ mają nam wypełnić... lecz nigdy nie wypełnią. Uzależnienia to pozorne antidotum na stres, ból, PUSTKĘ i niepewność.
Co nie jest zatem ILUZJĄ? Ten moment TU i TERAZ, to, że oddycham i że żyję i dane mi to jest wszystko po coś, dla wyższego porządku i celu. To właśnie, oraz wdzięczność za sam ten fakt doświadczania... No tak, ale jak być wdzięcznym i jak tę wdzięczność i radość w sobie uruchomić...??? Wrócę do tego po małej dygresji poniżej:
<...Wczoraj, kiedy wracałem do Polski pod dłuższej nieobecności, przez całą drogę świeciło mi słońce. Jego blask rozpoczął się o 6:30 i było to bardzo ostre mocne białe światło na dużej wysokości. Dopiero przed lądowaniem w Warszawie zdałem sobie sprawę, że za chwilę przebijemy się przez gęste chmury i z tego słońca pozostanie tylko przytłumione światło, że na dole nie czekają mnie zbyt zachęcające okoliczności: szaroburo i - 15 stopni. Pomyśłałem jednak, że to tylko perspektywa, że przecież słońce, które towarzyszyło mi cały dzień jest i będzie wciąż tam na górze regularnie dla mnie wschodząc i regularnie zachodząc do momentu, kiedy świadomie oddycham i żyć będę. I to było bardzo uwalniajace uczucie, które zastąpiło tę krótką, ale bolesną chwilę niepewności i spodziewanej zmiany nastroju...>
Jest sposób na to, aby przestać żyć w ILUZJI i nie odczuwać niepokojącej PUSTKI. Tym sposobem jest zadbanie o swoją dobrą, zdrową strukturę dnia, w której jest czas na wszystko.. również świadome lenistwo i odpoczynek. To budowanie cegiełka, po cegiełce (malutkimi niewyczerpującymi kroczkami) zdrowych nawyków, które zamiast dać nam chwilowe i nietrwałe poczucie ulgi i nagrody, dadzą coś znacznie cenniejszego i trwałego - długofalowe spełnienie i satysfakcje. Zainteresowanych jak wyglądać może taka bardzo łagodna metoda zmiany nawyków zapraszam na mój równoległy profil fb -> SHAPE YOUR BETTER SELF, gdzie opisuję sprawdzoną przeze mnie metodologię jak zacząć tę piękną podróż ze sobą samym
A jaki jest mój prywatny moment braku ILUZJI? Mam go codziennie od dłuższego już czasu. To moment, kiedy wstaję wcześnie o poranku i pierwsze 1,5 -2 godziny dnia poświęcam na zadbanie o siebie; na bycie ze sobą w praktyce głębokiej ciszy, w prawdzie i radości mojego porannego stałego rytuału witania każdego dnia i dziękowania za to właśnie doświadczenie.

Czytaj dalej

FUNDAMENT. PUNKT ODNIESIENIA. (24/01/26)

Styczeń 24, 2026 Czas czytania: 4 minut

Myślę sobie i obserwuję to w ludziach oraz w sobie, że czasem brakuje nam siły i wiary, żeby zacząć pozytywną pracę nad sobą bo nie ma w nas paliwa - chęci do życia. Co jest lub może być odniesieniem, żeby to paliwo się pojawiło? Pozytywny PUNKT ODNIESIENIA, np. do jednej osoby w naszym życiu, która nas bezwarunkowo kochała i bezwarunkowo w nas wierzyła. I jestem przekonany, albo inaczej chcę głęboko w to wierzyć, że każdy taką osoba w swoim życiu kiedyś miał... choć przez chwilę... nawet jeśli ją kiedyś stracił... I ta chwila już wystarczy jako iskra... Może być też negatywny PUNT ODNIESIENIA (czasem uporczywie go wybieramy chcąc się bardziej ranić, np. kiedy nie wierzymy, że na miłość w ogóle zasługujemy). Ten biorę w nawias i nie zamierzam się nad nim pochylać bo taki punkt odniesienia nic nie buduje tylko będzie niszczył.
Znów podzielę się otwarcie moim dzisiejszym doświadczeniem z tego poranka, kolejnym zaskoczeniem i prezentem, który otrzymuję od odblokowującej się świadomości i energii... Wczoraj miałem poważne spadki energetyczne podczas medytacji, graniczące z poczuciem utraty przytomności... czułem, że moja energia jest zasysana i wycieka... Przy śniadaniu, spytałem mojego nauczyciela o okoliczności i możliwy powód. Popatrzył na mnie w skupieniu i ciszy... Ja podejrzewałem, że to przeciążenie układu nerwowego, odżywianie i jego jakość zostałą od razu przeze mnie wykluczona. Hari, bo tak ma na imię, powiedział tylko jedno słowo "Vibhuti" - sacred ash (dotyczytałem później z sanskrytu)... i wyjaśnił , musisz zbudować mur lub musimy dać Ci osłonę na czas medytacji... Dziś rano Hari przyniosł mi do wyboru : 1. mocno skoncetrowane kwiatowe perfumy wywarzane w pewnej świątyni 2. popiół - wypalany przez wiele godzin i symbolizujący rytuał przejścia. Wybrałem perfumy, które nałożyłem we wskazanych punktach (trzecim oku - 6 czakra oraz poniżej krtani 5 czakra. Jak gdyby nic rozpocząłem praktykę medytacji, myśląc sobie - te perfumy są tak intensywne, że na pewno pomogą mi zachować przytomność... I niespodziewałem się zupełnie co nastąpi dalej.... W trakcie medytacji, juz pierwszej fazy pogłębionego oddechu pranajamicznego, zdałem sobie sprawę, że te perfumy pachną dokładnie tak jak perfumy mojej opiekunki z wczesnego dzieciństwa - mojej trzeciej babci, którą nazywałem babcia Bagińska (Maria - takie miała imię). I przez to wspomnienie nagle poczułem jej obecność i jej energię ze mną... otulała mnie błogo... i przypomniałem sobie właśnie jeden z moich najważniejszych PUNKTÓW ODNIESIENIA - jej bezwarunkową miłość i poczucie bezpieczeństwa które mi dawała wówczas (zmarła nagle kiedy miałem 7 lat i to była śmierć którą mocno przeżyłem). Nie muszę mówić jak doskonale mi się medytowało i jak wysoki poziom energii był we mnie i wciąż pozostaje... Moja PODŚWIADOMOŚĆ - a tuż po niej WYŻSZA JAŹNIA wydobyła piękne wspomnienie, które trzymam w sercu od zawsze i zawsze ze mna będzie. I myślę, że to zawsze było moje paliwo w chwilach najtrudniejszych (dziś mocno uświadomione i odczute w ciele). Więc poszukaj swojego dobrego PUNKTU ODNIESIENIA, jeśli nie masz siły, wątpisz w sens, lub w ogóle nie wierzysz, że on jest. Na pewno gdzieś go znajdziesz w zakamarkach Twojej pamięci... mogą to być dobre momenty, szczere, może to być jakaś osoba (na ogól bliska), mogą to być sytuacji i okoliczności. Wierzę, że każdy tę szansę dostaje w życiu, nawet jeśli tylko przez chwilę. Patrz na jasność nie na cień. POZYTYWNY PUNKT ODNIESIENIA - niech to będzie Twoje paliwo, żeby zacząć proces dobrej zmiany.

Czytaj dalej

BÓL, UGRUNTOWANIE, UWOLNIENIE, CIAŁO => UMYSŁ. (27/12/25)

Grudzień 27, 2025 Czas czytania: 6 minut

Na tym etapie stało się to dla mnie jasne... mój pobyt na Bali skupi się zdecydowanie na zwiedzaniu własnego CIAŁA. To jedna z bram do WNĘTRZA... (dla mnie akurat bardzo ważna i bardzo drożna) . Nie musi to być Twoja brama, lub w ogóle nie musi być to brama jakakolwiek jeśli np. WNĘTRZE Cię nie interesuje, przecież mamy różne potrzeby i ścieżki życiowe.... Sam czasem się zastanawiam czy te wszystkie praktyki które podejmuję to nie jakaś forma mojej ucieczki od czegoś?.. może próba głębszego zrozumienia siebie?
Wracając do głównego wątku... Zadbanie o CIAŁO po to aby łatwiej zadbać o UMYSŁ. Ta droga, akurat dla mnie, jest prosta i niezwykle skuteczna. Nie chodzi o maseczki i zabiegi pielęgnacyjne , a o wykonywanie systematycznej i wytężonej pracy z CIAŁEM i nad CIAŁEM. Chodzi o próbę osiągnięcia jego optymalnej sprawności, a nawet przekroczenia jej. I od razu podkreślam - to wypełniona bólem i wysiłkiem praca. Jednak wypełniona bólem tylko w krótkich momentach fizycznej stymulacji - nagrodą jest absolutny wyrzut endorfin i długotrwałe poczucie radości oraz wewnętrznego spełnienia...
Moja prosta podróż do WNĘTRZA polega na skupienie się na doznaniach płynących z ciała... każdym napiętym lub rozciąganym mięśniu, na bólu lub uldze temu towarzyszącemu. A poprzez takie działanie WYCISZENIE myśli. A więc UWOLNIENIE się... od czego? na przykład od niepokoju o jutro, lub zwykłego codziennego stresu, od niepotrzebnych emocji...od własnego EGO wreszcie... To droga nie przez ucieczkę od, a poprzez konfrontacje z BÓLEM - zdrowym bólem.
Zatem, mam już dość dobrze osadzony od wielu lat mój własny codzienny rytuał… który periodycznie czasem tracę (np. poprzez początki intensywnych, choć fantastycznych relacji, wypalających się przez samą intensywność i na ogól jeszcze „przekalibrowanych” -za które to relacje, niemniej jednak, jestem zawsze wdzięczny - to moi nauczyciele i moje lekcje poznawania życia)… Obecnie, po takich okresowych „zawahaniach”, równie szybko odzyskuje już mój długo wypracowywany rytm i się go trzymam jak „tratwy ratunkowej”   (to jest moje błogosławieństwo, że mam ten swój stabilny port) …
W moim przypadku rytuałem i rytmem jest poranna medytacja i regularne ćwiczenia... tu na Bali doszło mi do tego zestawu nowe NARZĘDZIE - w postaci różnorakich i przecudownych masaży (!) Przypomina mi się wyraźnie bardzo dobry czas z przeszłości, kiedy robiłem kurs masażu klasycznego w Polsce... Dziś tamte doświadczenia mogę dodatkowo wykorzystać, żeby zgłębiać inne techniki masowania. Wraz z dobrym masażem nieuchronnie pojawia się BÓL... I tu jest punkt kluczowy i styczny - przypomina mi to czasem mój proces wychodzenia z bolesnych relacji… tak samo jak tam, tak i tu wolę konfrontacje niż ucieczkę (inaczej -„zamiatanie pod dywan”) - to drugie nigdy nic nie rozwiązuje, ani nie pomaga, żeby coś przetrawić w sobie i zrozumieć. A więc mam tu na Bali w dostatku to piękne NARZĘDZIE- masaż…. i jak on właśnie pomaga mi w procesie podróży do WNĘTRZA????
Lubię masaż mocny, moje CIAŁO tego potrzebuje i wciąż ma jeszcze wiele spięć. Myślałem do tej pory, że "deep tissue" to absolutny "killer", po pierwszym razie spałem około 20h (z drobnymi przerwami), ale wczoraj zaznałem "Thai massage" i muszę przyznać, że to jednak mój faworyt. To nie tylko głęboka akupresura, ale masaż połączony z jogowym rozciąganiem. Idealna mieszanka która przygotowuje moje ciało do następnego etapu, który mnie tu czeka za chwilę. "Deep tissue" i "Thai" to tylko dwa z całej serii, których jeszcze zamierzam doświadczyć podczas pobytu tutaj.
Przyjąłem system: dwa dni ciężkiej intensywnej siłowni, następnie masaż, następnie 24-48 h regeneracji. Znów dwa dni siłki i masaż... Przez co CIAŁO wówczas przechodzi i czego doświadcza??? Transcendencji. To przeskoki pomiędzy bólem, akceptacja jego występowania, poddaniem się mu i odpuszczeniem, aż do absolutnej lekkości, BEZCZASU i UWOLNIENIA oraz wzrostu elastyczności. W rezultacie w samym CIELE obserwujesz bardzo wyraźny przyrost siły, witalności, elastyczności i radość z codziennego funkcjonowania, jego wzmożony apetyt na doznawanie życia. Bali wydaje się być istnym rajem dla takiej właśnie pogłębionej praktyki pracy z CIAŁEM. Po to aby odkurzyć co zaniedbane, rozliczyć się z tym co już jest przeszłością i co warto zostawić... po to aby być tu i teraz i cieszyć się z każdej bezcennej chwili, która jest nam dana. Po to, aby UGRUNTAWIAĆ się w sobie, być TU i TERAZ, być tym kim w istocie jesteśmy... ŻYCIEM.
Jeśli nie wiesz jak zacząć lub wahasz się czy to właściwa droga...nie ważne gdzie jesteś i na jakim etapie życia czy przemyśleń... ważne, żeby wstać i zrobić ten mały pierwszy krok, mały wysiłek i mały kroczek na przód... w czymkolwiek... a po nim następny... i jeśli się przewrócisz, to powstać i znów spróbować... Smak na WYSIŁEK pojawia się stopniowo i z czasem ... to wytrawna potrawa i z czasem smakuje najbardziej.
Uprościłbym ten proces " DROGI DO WOLNOŚCI I ULECZENIA" do 4 kluczowych faz:
1. SZCZEROŚĆ WEWNĘTRZNA („Konfrontacja z BÓLEM”)
Uznanie przed sobą, że : "wolę konfrontację niż ucieczkę («zamiatanie pod dywan») - to drugie nigdy nic nie rozwiązuje”.
2. SZCZEROŚĆ ZEWNĘTRZNA - "Masaż bólu” - to podjęcie działania, systematycznego i celowego działania- nie pasywność i rozpamiętywanie.
3. PRZEPRACOWANIE - akceptacja bólu, która prowadzi do odpuszczenia : ból → akceptacja → poddanie → odpuszczenie → lekkość → wzrost siły i apetytu na życie.
4. NOWA RELACJA Z SOBĄ - UGRUNTOWANIE się w "TU i TERAZ" - Własny port, własna tratwa ratunkowa. Doświadczanie ŻYCIA w pełni i w swojej autonomii.

Czytaj dalej

WYBACZANIE i STRES NIEWYBACZANIA (cz.2, kontynuacja). (26/12/25)

Grudzień 26, 2025 Czas czytania: 3 minut

Podzielę się dziś prawdziwą historią małego Jasia (9 lat) i moją, która właśnie po 3 latach dziś znalazła swój piękny finał....
3 lata temu miałem z Jasiem przypadkową lekcję angielskiego na pewnej platformie, na której uczę. Jaś nie najlepiej dawał sobie radę, a ponieważ system platformy obligował mnie do wystawienia uczniowi oceny tej 30 minutowej lekcji, dla odhaczenia "boxu" wystawiłem ją Jasiowi bardzo niską (może nawet najniższą z możliwych). Kilka miesięcy po fakcie napisała do mnie Mama Jasia zaniepokojona, że synowi tak źle poszło i pytała kiedy możemy powtórzyć lekcję. Ponieważ lekcje z tutorami na tej platformie są przypadkowe i nie obligują żadnej ze stron do kontynuacji, zignorowałem tę wiadomość od Mamy uznając sprawę za incydentalną - tym bardziej, że raczej niechętnie uczę dzieci i raczej nie mam z nimi "flow".
Minęło pół roku...
Zacząłem otrzymywać od Jasia krótkie i sporadyczne wiadomości ( co kilka miesięcy) , które zawierały porównania mnie do "karakanów" i że w ogóle jestem "niemiły" bo dałem same jedynki. Wysyłanie wiadomości trwało przez następny rok , półtora. Nie robiłem sobie z nich nic, aż do momentu kiedy zrozumiałem, że emocjonalnie musiało to być bardzo trudne doświadczenie dla Jasia... jak duży musiał to być dla niego STRES. Więc napisałem do niego... z prośbą o odpuszczenie mi już; wybaczenie mi może zbyt surowej i pochopnej oceny; nie branie jej serio przez samego Jasia; oraz z prośbą o wybaczenie samemu sobie przez Jasia...
Nastąpiło niebezpieczne przechylenie szali na drugą stronę...
Jaś zaczął przepraszać mnie za inwektywy i trochę (chyba) biczować się. Dodatkowy STRES poprzez obwinianie się. Zaczęliśmy korespondować i przez następnych kilka wiadomości zapewniałem Jasia, że nie czuję absolutnie żadnej urazy oraz podkreślałem, że moja pochopna wówczas ocena nie ma nic wspólnego z tym jakim wspaniałym chłopcem Jaś jest i żeby sam nie próbował siebie zbyt surowo oceniać...
Dziś o poranku dostałem od Jasia piękną i zwieńczającą wiadomość na podsumowanie tych Świąt.... "wszystko okej i wybaczam panu..." - To chyba najpiękniejsze życzenia jakie dostałem na te święta  
I tego życzę Sobie i Nam wszystkim, którzy czytają lub może kiedyś przeczytają kiedyś tę historię. Wybaczajmy przede wszystkim sobie (błędy lub jak coś nie wychodzi choć się staramy)... wówczas wybaczenie innym przychodzi nam też łatwo ... bo widzimy w nich swoje odbicie... Jaś stał się też moim nauczycielem...
A jako wizualne zwieńczenie, piękny ceremoniał, który codziennie obserwuję tu, kiedy mieszkańcy Bali zaczynają każdy dzień od składania małych ofiar swoim hinduskim bóstwom...dziękując za każdy dzień i to co ma on właśnie przynieść  ... i takich kadzidełek o poranku na ulicach są tu tysiące...

Czytaj dalej

INTENCJA, CELOWOŚĆ i WIARA. (25/12/25)

Grudzień 25, 2025 Czas czytania: 3 minut

 Wydaje mi się, że ona jest najważniejsza w naszym działaniu. Świadczy o prawdziwych powodach, dla których coś robimy.
Intuicyjnie (czasem) wyczuwamy INTENCJĘ w ludziach, rzadko jednak jednak jesteśmy w stanie przyjrzeć się trzeźwo własnej... zasłaniać może ją Ego. Ono z prawdziwej INTENCJI się przed sobą nigdy nie rozliczy... w swojej INTENCJI bowiem EGO zawsze szuka lub ukrywa własny interes - obronę siebie i własnego wizerunku. Stąd INTENCJA, kierowana poprzez EGO nigdy nie będzie czysta...
Wybrałem się do lokalnego mistrza odblokowywania czakr... Zawsze mnie ciekawiła teoria ich istnienia i zawsze lubiłem eksperymentować na sobie - poprzez doświadczanie. Czemu więc nie? Wiem, że energię życia, czy też energię seksualną (kreatywności) mam ostatnio mocno rozchwianą... To między innymi mój problem w znalezieniu wyraźnego azymutu na kolejny etap w życiu.
"Healer" przekonał mnie tym, że nie reklamował się wcale ze swoją działalnością (w przeciwieństwie do całego świata wokół). Okazał się nim mężczyzna w wieku około 80 lat....Przyjął mnie w milczeniu, emanował z niego absolutny spokój i pewność wiedzy oraz umiejętności którymi dysponuje. Właściwie przez większość ceremoniału mnie w ogóle nie dotykał, a ja wyraźnie czułem cieple promieniowanie z jego dłoni, które przeszywało moje ciało, aż do wewnętrznych narządów. W którymś momencie niespodziewanie i w niekontrolowany sposób popłynęły mi łzy... Nie wiem czy ujęło mnie to, że On dawał mi całą swoją czułość, uważność, energię i wiarę - siebie... czy po prostu ten ceremoniał jednak działał, a ciepło które czułem było nie tylko wrażeniem w mojej głowie. Nigdy tego nie będę wiedział na pewno... ale wiem to, że z tego milczącego spotkania, z tym właśnie człowiekiem, którego ledwo poznałem wyniosłem coś fundamentalnie dobrego, jakąś cześć jego DOBROCI, którą ten MĘŻCZYZNA podarował mi od siebie.
Kilka godzin przed wizytą u "healera czakr" skusiłem się jednak na monkey sanktuarium.... I wyszedłem stamtąd z niczym... Z kolejnym pustym doświadczeniem, ładnej bo ładnej, ale pustej (to tylko moja ocena) atrakcji turystycznej. Natomiast zaś spotkania z tym starym człowiekiem, w jego skromnym pokoiku, wyrazu jego oczu, jego spokoju oraz jego absolutnej pewności i oddania "sprawie" nigdy nie zapomnę.... Bo tam za jego działaniami nie było, żadnego EGO... a była to prosta, nieskazitelna i piękna INTENCJA i WIARA...

Czytaj dalej