Blog - moja droga, dziennik, zapiski

Moja wewnętrzna podróż, dziennik - zapiski

ZASOBY – FUNDAMENT – DETERMINACJA - w nas samych (25/02/26)

Luty 25, 2026 Czas czytania: 2 minut

Chcę wam dziś opowiedzieć historię, która dla mnie jest wyjątkowa. Poznałem ją w czasie, gdy ja i pewna kobieta przechodziliśmy przez trudne chwile. Powiedziała mi o rzeczy, którą nosiła w sobie latami. Dla mnie ta historia jest wciąż do dziś piękna, dogłębnie ludzka i inspirująca … jest tak niezmiennie od pierwszego momentu, kiedy ją usłyszałem...
Dziadkowie tej kobiety leżeli w tym samym szpitalu, na różnych oddziałach. To były ich ostatnie dni, ale nikt tym się nie przejmował, poza nią. Poszła za głosem serca i zrobiła coś, co wydawało się niemożliwe – połączyła ich, żeby mogli być razem do końca w jednym pokoju.
Przeciwko sobie miała cały szpital. Dziwne spojrzenia, niechęć lekarzy, procedury, które mówiły „nie”. Ale ona nie ustępowała. Wiedziała, że to jedna szansa na jedno życie. Wiedziała, że to ważne. I nie wahała się – dla nich.
Ta determinacja i siła były i dalej są w niej - od zawsze. Tyle, że wcześniej o tym nie wiedziała. Ten moment ją wydobył. I tak jak w przypadku wielu z nas – łatwiej jej było walczyć dla innych niż dla siebie samej.
Wierzę, że ta siła jest w każdym. Może przykryta kurzem, pomyłkami, strachem, niepewnością. Może przysypana latami. Niewiarą w siebie. Ale jest. Bo zawsze tam była – MIŁOŚĆ - ta prawdziwa.
Szukaj tej DETERMINACJI i właśnie tej MIŁOŚCI, którą miała wówczas tamta kobieta dla pary swoich dziadków. Szukaj jej w pierwszej kolejności dla siebie. Bo będziesz mógł/ mogła się nią zatroszczyć i nią obdarza innych... Szukaj tej samej CZUŁOŚCI i ZROZUMIENIA, którą tak niezwykle czuła kobieta miała dla swoich dziadków... szukaj tej MIŁOŚĆI i ZROZUMIENIA w sobie dla siebie samego - bo na nią zasługujesz (!)… Zasługujesz na nią tak samo jak tych dwoje starszych ludzi... zasługujesz na nią jeszcze bardziej bo Ty jesteś jej źródłem i to źródło musisz chronić. Dlaczego?
Gdy masz czułość i MIŁOŚĆ do siebie, gdy najpierw obdarowujesz nią siebie – wtedy możesz czerpać z pełni i dawać innym bezwarunkowo, bez wypalania się, bez oczekiwania. Bo dajesz z naładowanych magazynów. Z miejsca, które nie pustoszeje. Nie wahaj się... dla siebie.
I nie ma nic to wspólnego z narcyzmem, to jest wręcz jego zaprzeczenie.

Czytaj dalej

INTEGRACJA -> AKCEPTACJA (22/02/26)

Luty 24, 2026 Czas czytania: 4 minut

Tym razem zacznę osobiście, bo temat ostatnio do mnie wraca. A w drugiej części – mam nadzieję – ten post może się dla niektórych zuniwersalizować.
Jestem dziś na rozdrożu. Może źle powiedziane… Ciągnę linę w dwie strony. Z jednej chcę zachować nowo nabytą i znacznie poszerzoną elastyczność, z drugiej – siłę i napięcie mięśni, które tak dobrze robiło mi na samopoczucie przez ostatnich 5 lat. I ciągnę tę linę, a ciało krzyczy, bo jest rozdzierane i się buntuje. Tak bardzo, że ostatni tydzień moje poranne wstawanie (moja osobista świętość) legło w gruzach. Fundament moich poukładanych dni i wysokiej energii.
I co z tym zrobić?
Potraktować łagodnie - AKCEPTACJĄ. Wybaczyłem sobie ostatni tydzień. Nie potraktowałem go jako porażki – tylko jako kolejną lekcję obserwacji własnego ciała. Pojawiający się NIEPOKÓJ, że coś stracę, uspokoiłem tym, że przecież znam swoją bazę. Że jednak jakieś fundamenty już zbudowałem i mam. I co więcej – chcę do nich wracać!
Czy pogodzenie tych dwóch przestrzeni – intensywnej jogi i intensywnej siłowni – mi się uda? Nie wiem. Może czasem jedno będzie dominować nad drugim. Ale będę szukał równowagi.
Takiej samej, jak między lenistwem a dyscypliną.
Takiej samej, jak między dietą zerocukrową a pozwoleniem sobie na "wyskok".
Takiej samej, jak między potrzebą samotności a potrzebą kontaktu.
Takiej samej, jak między duchowością a fizycznością.
I wreszcie – takiej samej, jak między tym, co w nas umownie nazywamy pierwiastkiem męskim i żeńskim.
Bo mam w sobie mieszankę. Potrzebę aktywności, determinacji, siły, czasem bezkompromisowości – ale też łagodności, czułości, wycofania. I wiem, że nie jestem w tym odosobniony. Każdy z nas nosi w sobie coś z obu tych energii. W różnych proporcjach, w różnych momentach życia.
W niektórych tradycjach mówi się o tym wprost – o łączeniu przeciwieństw. W jodze to ha- tha – dwie siły, które spotykają się w równowadze (energia Słońca-meska i Księżyca- kobieca). W chińskiej filozofii to jang i jin – męskie i żeńskie, które nie istnieją bez siebie. To nie są szufladki, w które trzeba się wpasować. To raczej przypomnienie, że w każdym z nas jest; i słońce i księżyc; i siła i delikatność; i działanie i pasywność; racjonalizm i intuicja; ekspansywaność (czasem brutalizm) i ukojenie...
Problem zaczyna się, gdy jedna strona na stałe zagłusza drugą. Gdy ciągle jesteśmy w trybie "zdobywania", a nie potrafimy odpocząć. Albo, gdy lęk przed działaniem sprawia, że zostajemy w cieniu. Wtedy pojawia się nierównowaga. I ciało – tak jak moje ostatnio – zaczyna krzyczeć.
Są ćwiczenia, które mogą w tym pomóc – oddechowe, uważnościowe, ruchowe (te proste pranayamiczne na wyrównanie postaram się zamieścić za kilka dni (na Shape Your Better Self) - ale to nie jest tekst o nich. To jest tekst o czymś prostszym i trudniejszym zarazem: o zgodzie na to, że obie strony we mnie są. I że żadnej nie muszę się pozbywać.
To, co chcę Ci dziś zostawić, to zaproszenie do INTEGROWANIA swoich przeciwieństw. Do rozpoznania: kiedy jestem w sile, a kiedy w łagodności. Kiedy pchnę, a kiedy odpuszczam. I do AKCEPTACJI, że czasem będę w jednym, czasem w drugim – i to jest w porządku.
Bo równowaga nie polega na tym, by stać nieruchomo pośrodku. Polega na tym, by umieć płynnie przechodzić z jednej strony na drugą. I nie wieszać na sobie łatki, że jestem "tylko tym" albo "tylko tamtym".
Ok. Przyszedł czas na Twoją kolej. Zadaj sobie pytanie sam... "Gdzie ty dziś jestem na tej linie?

Czytaj dalej

Budowanie własnej wartości - w oparciu o siebie (20/02/2026)

Luty 23, 2026 Czas czytania: 4 minut

Wspominałem niedawno o narcyzmie – to był temat pochodny, "wyskoczył" przy okazji MIŁOŚCI – tej prawdziwej i czystej do siebie samego i do ŻYCIA w ogóle.
Rozbijmy dziś zaniżone poczucie własnej wartości na elementy pierwsze i przyjrzyjmy się dwóm różnym ranom. Pierwsza to narcyzm wrażliwy – ludzie, którzy w głębi czują, że są ważni i wyjątkowi, ale tak bardzo boją się odrzucenia i krytyki, że chowają to w sobie. Przyjmują na ogól rolę ratowników, są wycofani, często przewrażliwieni na swoim punkcie. Druga to echoizm – osoby, które naprawdę wierzą, że na nic nie zasługują, że nie są ważne, że mają prawo jedynie istnieć w cieniu innych. Echoista nie ma ukrytego poczucia wielkości – on po prostu zgubił swój głos.
Te dwa stany nie zawsze są ostro oddzielone. Mogą przenikać się i przechodzić jeden w drugi. Ktoś, kto z pozoru jest tylko cieniem, w sprzyjających okolicznościach może ujawnić ukryte poczucie wyższości. A wrażliwy narcyz w momencie głębokiego dołka może wyglądać jak echoista. To spektrum, nie szufladki. I jedno i drugie to poważne rany – ale z obu można wyjść. Można się oczyścić.
Inaczej bywa z narcyzmem grandioznym – tym jawnym, z pompą, z przekonaniem o własnej nieomylności i genialności. Dla nich droga jest trudniejsza, często wymaga eskteramalnie bolesnego krachu i nie chcę się nad tym dziś pochylać.
Kiedy w szczerości patrzę na siebie, analizuję własne deficyty i przeszłość, myślę że byłem ( a może wciąż jeszcze jestem?) narcyzem wrażliwym. Może wciąż jestem – bo proces odzyskiwania siebie to długa droga. Właśnie dlatego uważam, że dziś mam coś do powiedzenia na ten temat. Mogę zabrać głos w imieniu wielu, którzy tkwią w klatce i nie wiedzą, jak z niej wyjść.
Jak zatem wyjść z zerowej, niskiej lub zaniżonej oceny samego siebie, nie popadając w drugą skrajność- gradiozę?
Jestem praktykiem, nie teoretykiem o więc mówię tylko z własnych obserwacji i doświadczeń Pisałem kiedyś o metodzie 7 kroków do budowania zdrowych nawyków. Budowanie własnej wartości rozpisałbym na cztery proste kroki:
Krok 1. Wyznacz sobie osiągalny cel. Taki, który służy twojemu rozwojowi, wymaga pracy i nie jest mrzonką. U mnie to było i jest poranne wstawanie i codzienna gimnastyka. To tylko mój przykład – nie chodzi o to, żebyś wstawał o 4:00, tylko żebyś znalazł coś swojego. Mały cel, mała zmiana na lepsze. Coś, z czego będziesz dumny – dla siebie, nie dla świata.
Krok 2. Doceń swój wysiłek. Zauważ go. Uznaj. Pokochaj moment, kiedy ci się udaje. To nie jest przechwałka – to dowód dla samego siebie: ja mogę! Ja potrafię!
Krok 3. Wybacz sobie potknięcia. Błędy, brak konsekwencji, przerwaną rutynę. Zawsze możesz zacząć od nowa. Neurologia udowania, że 90 dni powtarzania zmienia mózg – pojawiają się zmiany neuroplastyczne, nowy nawyk wrasta w ciało. Ale po drodze będą upadki. I to jest w porządku.
Krok 4. Doceniaj każdą zbudowaną cegiełkę. Nawet tę najmniejszą. Z czasem uzbiera się ich tyle, że staniesz się ekspertem od samego siebie.
Przykład z mojego życia. Od kilku ostatnich dni nie udaje mi się wstawać o 4:00 na poranne ćwiczenia. Pojawiły się nowe zmienne, inny rytm dnia. Obserwuję te dni – są rwane, energetycznie słabe, mało efektywne. I wiesz co? Nie wyrzucam sobie. Nie obwiniam się. Owszem, czuję niepokój – boję się, że jeśli tak pójdzie dalej, stracę rutynę, którą budowałem miesiącami.
Ale jestem w kroku trzecim. Wybaczam sobie. I to nie znaczy, że odpuszczam. Włącza mi się krok czwarty: tęsknię za tymi dniami, kiedy wstaję o 4:00. Bo one dają mi inną jakość, inną siłę, inne spojrzenie na cały dzień i inna enregię. Wiem, że tam już byłem. Wiem, że mogę to odzyskać, że stać mnie na toi że to czeka na mnie. Co więcej – chcę. Bo doceniam to, co już zbudowałem dla siebie.
Przemyśl to, jeśli podejrzewasz, że jesteś w jednym z tych trybów – wrażliwym lub echoicznym (narcyzm/ ego w różnych postaciach to dość powszechna przypadłość w dzisiejszym świecie, choć nie każdy go ma w stopniu zaburzenia). Przemyśl to, bo te mechanizmy doskonale się maskują. Trudno je rozpoznać w sobie. Trzymam kciuki. Ta podróż budowania siebie jest piękna. Nie chodzi o to, by stać się kimś wielkim dla świata. Chodzi o to, by w końcu zobaczyć swoją własną wartość. Taką, jaka jest. I móc powiedzieć: jestem. I to wystarczy.

Czytaj dalej

JOGA(5). WYCISZENIE - RESET SYSTEMU NERWOWEGO. (21/01/26)

Luty 21, 2026 Czas czytania: 2 minut

Jestem po 21 dniach nieustannej codziennej i głębokiej praktyki jogi po 5h dziennie, a pozostaje mi jeszcze 5 dni. To co czuje w ciele to pojawiające się i znikające fale ciepła (jakby promieniowanie od środka małego reaktora) które trwa czasem po 24 godziny i oprócz tego, że jest błogie i zdecydowanie z innego wymiaru powoduje zmęczenie i senność nawet w ciągu dnia... To poczucie źródła wewnętrznej energii, którą na razie nie wiem jak skanalizować i zagospodarować. Obserwuję też zanik wszelkich pragnień i potrzeb, typu łaknienie czegoś... jest tylko potrzeba snu i spokoju...a wszystko obok płynie. Czytam o działaniu jogi na system nerwowym jego przestymulowanie, uczenie nowych ścieżek, wyciszanie i reset (re-booting). To pokrywa się nie tylko z moimi obserwacjami tego przez co przechodzę obecnie, ale wiedzą którą zgromadziłem wcześniej czysto teoretycznie. To zachęcające do dalszego odkrywania możliwości swojego ciała, umysłu i wyższego wymiaru, który jest obecny ale go przykrywamy i nie zauważamy. Jeśli ta droga Cię interesuje to zachęcam do sięgnięcia po to narzędzie, którym jest joga. Sam nie spodziewałem się, że to wszystko co działo się i dzieje w środku stanie się nagle tak klarowne, przejrzyste i całkiem proste. Czasem zastanawiam się czy to tylko chemia i euforyczne substancje, które nasz organizm jest w stanie wyprodukować czy to wyższy wymiar, o którym pisze wielu filozofów, mędrców, ludzi oświeconych... Chcemy wierzyć w "purpose" - celowość życia... bo boimi się śmierci... nieistnienia....a może ona jest po prostu tuż pod ręką w naszym ciele i świadomym przeżywaniu doznań tak pochodzących od zmysłów jak i wyższej jaźni... bez wzmacniaczy, zagłuszaczy, stymulantów z zewnątrz... To co dookoła może być naprawdę spokojne, właściwe i na miejscu jeśli spojrzeć z innej perspektywy, świadomego obserwatora. Joga to potężne i komplementarne narzędzie do samopoznania i pracy własnej.

Czytaj dalej

MIŁOŚĆ. SENS (19/02/2026)

Luty 19, 2026 Czas czytania: 4 minut

To chyba najbardziej fundamentalne pojęcia, o które zadajemy sobie pytanie w życiu. Na pewnym jego etapie? Bo… czy można przeżyć życie nie zastanawiając się nad tym?
Nie wiem. Wydaje mi się, że może można. Może zakładając, że jesteśmy tylko biologiczną maszyną, która oddycha, wykonuje czynności, rodzi się i umiera. Taki stan jest możliwy – życie w znieczuleniu, w ucieczce. Tylko… czy to jest świadomie przeżyte życie? I wtedy pojawia się drugie pytanie: jaki jest głębszy SENS takiego życia? Może to pytanie niepotrzebne. Może boli.
Nirwana.
A może w stanie nirwany można żyć, nie pytając o nic? Choć nie… Nirwana – jeśli czegokolwiek się o niej domyślam – to raczej stan duchowego uniesienia, kiedy czujemy połączenie ze wszystkim dookoła. Nie ma nas, a jednocześnie jesteśmy wszystkim. Wtedy raczej odczuwamy istnienie. Albo jesteśmy świadomi istnienia MIŁOŚCI. Innej. Głębokiej. Pochodzącej od ŹRÓDŁA. Tego, które stworzyło to życie, ten świat, ten wszechświat. Głęboka medytacja zbliża do tego odczucia. Absolutna cisza. Harmonia z tym, co dookoła, z własnym ciałem, z własnym umysłem.
Przestałem się już jakiś czas temu nad tym zastanawiać. Nad MIŁOŚCIĄ i SENSEM. Aż same wróciły. Zapukały do moich drzwi.
Rozmowa z M-L. Powiedziała: „marzę, żeby kochać i być kochaną”. I to uderzyło. Jak 'slap in the face'. Bo kiedyś ja też tak marzyłem. I wtedy zrozumiałem: to pułapka.
Nie dlatego, że MIŁOŚĆ nie jest ważna. Jest. Jest fundamentalna. Pułapka polega na czymś innym: na szukaniu jej wyłącznie na zewnątrz. Bo tę miłość z zewnątrz… rzadko kto potrafi dać w stopniu, który naprawdę nas nasyca. Żeby nas nasyciła, musiałaby być bezwarunkowa. A jaka jest najczęściej? Najczęściej ludzka miłość jest wypełniona oczekiwaniami, nakazami, powinnościami, ambicjami, interesem. Łatwo się dać temu oszukać i łatwo o ranienie... wzajemne.
Dziś myślę, że tę pełną MIŁOŚĆ możemy znaleźć tylko w sobie.
Nie chodzi o to, by się wywyższać ani pomniejszać to narcyzm. Chodzi o coś prostszego i trudniejszego zarazem: o docenienie siebie takim, jakim się jest. Bez porównywania. Bez zestawiania z kimkolwiek. Doceniając swój wysiłek, swoją drogę, to, co nam dane i to, czego nie dostaliśmy.
Jaka jest różnica między taką MIŁOŚCIĄ a narcyzmem? I skąd narcyzm się bierze?
Myślę, że na ogół z błędów rodziców. Sami mieli deficyty i obarczyli nimi dzieci. Albo przesadnie wychwalali – „jesteś najlepszy, najwspanialszy” – bo sami mieli niską samoocenę, a dziecko miało im ją podnieść. Albo przeciwnie: wciąż niedoceniali, wciąż byli niezadowoleni, przerzucali na dziecko swoje niespełnione ambicje. Efekt? Dziecko dorasta i uczy się, że miłość trzeba zdobyć. Zasłużyć. Utrzymać. I albo żyje w przekonaniu, że jest wyjątkowe i lepsze od innych, albo wciąż się stara, goni, ale nigdy nie jest wystarczająco dobre. "Króliczek" wciąż ucieka.
Nie widzę innej drogi wyjścia z tego kołowrotka niż zaprzestanie porównywania. Nie chodzi o to, by nie widzieć innych – ale by przestać się do nich mierzyć. Docenić siebie od środka. I ze słabościami, i z mocnymi stronami. Rozpoznać, że nad jednymi i drugimi można pracować. I że to praca, która nie ma końca, ale ma sens. To jest droga zmiany.... Z czasem – tak mi się wydaje – pojawia się wtedy MIŁOŚĆ, która nie musi na nic zasługiwać. Nie podlega ocenie. Jest po prostu. I jest czysta. Na tyle czysta, że można ją komuś dać – bez oczekiwań, bez powodu. Po prostu dać. Z pełni. Bo najpierw umieliśmy dać ją sobie. I wtedy, być może, po raz pierwszy żyjemy naprawdę.
Jak zacząć?
Może od małej cegiełki. Od drobnej rzeczy, którą robimy tylko dla siebie. Nie dla sukcesu, nie dla świata. Dla poznania siebie. Dla uznania swoich zalet i wad. Dla wprowadzenia jednej, małej zmiany, która da nam poczucie, że sami się sobą opiekujemy.
Dla mnie to od lat są wczesne poranki. Czas tylko dla mnie. W pełnej świadomości. I wtedy – dla mnie samego – pojawia się i MIŁOŚĆ, i SENS.
A Ty? Masz już coś takiego? Coś, co podarowujesz tylko sobie? Coś, co robisz tylko dla siebie, a nie dla sukcesu, nie dla świata?

Czytaj dalej

TELEFON z PRZESZŁOŚCI. RZECZYWISTOŚĆ. (16/02/26)

Luty 16, 2026 Czas czytania: 2 minut


... Czasami zupełnie nieoczekiwanie dostajesz telefon "z przeszłości" - zdarzyło mi się to przedwczoraj. Telefon, który (klasycznie poprzez źródło z którego pochodził) mógłby wywołać ból, rozdrapywanie ran, destablilizację...
Ale jeśli się zatrzymasz i docenisz sam ten tylko gest, jego znaczenie i to, że po drugiej stronie też jest człowiek i ma swoje emocje... człowiek, który wykonuje właśnie ogromny wysiłek, żeby coś (może?) naprawić, ocalić... nawet jeśli nie do końca świadomie, może nieudolnie, ale po swojemu... to nie będziesz chciał tego gestu podeptać, zostawić jak spływająca kropla po Twoim pancerzu. Bo pancerz nie jest zupełnie na tym etapie potrzebny... i już go nie ma. Pancerz uwiera. Jest tylko UWAŻNOŚĆ z domieszką ostrożności. Pozostaje jedynie zauważenie cierpienia tego drugiego człowieka i jego jakąś dramatyczną próbę i odwagę...
I wówczas bez oczekiwania na cokolwiek więcej, Twoje SERCE potrafi rozpoznać i przytulić taki gest...I na przykład oddzwonić następnego dnia, żeby chociaż podziękować za ten wysiłek po drugiej stronie...
Przeszłości nie zawrócimy, możemy docenić tylko to co TU i TERAZ z pełnym zrozumieniem i może wówczas "jutro" uda nam się pisać inna kreską i stylem.
Dziękuję RZECZYWISTOŚCI za ten telefon... który mógłby mnie wybić mocno, bo zaskoczył, "wyrwał" mnie bez przygotowania... a jednak mnie ucieszył i w dużym stopniu ukoił... dziękuję za jego formę ... Dziękuję za to bo to ogromny dar. Dziękuję też tej osobie za gest i telefon (...okazało się, że czyta moje posty), dziękuję bez oczekiwania na cokolwiek więcej.
To wystarczy ... to co właśnie nastąpiło... Czasem już nie trzeba więcej. I tak mało robi tak dużo.
 

Czytaj dalej