Blog - moja droga, dziennik, zapiski

Moja wewnętrzna podróż, dziennik - zapiski

DZIELENIE ŻYCIA

Marzec 21, 2026 Czas czytania: ~1 minuta

Dlaczego tak niewielu ludzi potrafi dzielić ze sobą tak fundamentalnej rzeczy jak ŻYCIE?


Bo ŻYCIE nie jest „prostą rzeczą”. To, co w nim najprostsze - być, oddychać, iść obok siebie, być obecnym... i nie oceniać - jest najtrudniejsze, bo wymaga czegoś, czego boimy się najbardziej: oddania kontroli, pokazania bezbronności, zaufania, że ktoś nas nie zrani, gdy zobaczy nas takimi, jacy jesteśmy.


Dzielenie się życiem to nie dzielenie się sukcesami, postępami, ładnie opakowanymi historiami. To dzielenie się niepewnością, wstydem, porażkami, wątpliwościami, codziennością, bez obawy bycia wyśmianym i bez potrzeby bycia lepszym, mądrzejszym, bardziej uzdrowionym.A tego nie uczą nas ani szkoły, ani rodziny, ani kultura sukcesu.


Uczą nas za to, że trzeba być silnym, samodzielnym, nie być ciężarem.
Uczą nas, że jeśli pokażemy słabość, zostaniemy wykorzystani.
Uczą nas, że to, co wewnętrzne, trzeba chronić przed światem.
Uczą nas, że trzeba wyrywać bo jak nie wyrwiemy to inni nam wyrwą... I taki sobie świat tworzymy my sami.

A to może być naprawdę takie proste.

Czytaj dalej

RADOŚĆ Z ĆWICZENIA i ... BIBLIA (14/03/2026)

Marzec 14, 2026 Czas czytania: 4 minut

Co daje nam regularne ćwiczenie, poza samymi endorfinami, które są nieocenione? - daje nam radość z samej obserwacji ciała, z minimalnych postępów jakie robi, ale jednak robi, z poczucia, że pewien skrawek życia możemy naprawdę kontrolować - i to daje ogromne spełnienie. Jeśli ćwiczysz regularnie wiesz o czym mówię, jeśli nie ćwiczysz (bo masz na przykład nieco rozleniwione ciało) to wiedz, że to jest w Twoim własnym zasięgu i naprawdę nikogo do tego nie porzebujesz, żeby zacząć i cieszyć się tym co się dzieje z twoim ciałem w środku. Ważne aby robić to z wyrozumiałością dla siebie, ale determinacja.


Co mnie dzisiaj tak cieszy? Właśnie, że wraca mi poczucie pełni mojego ciała, wraca siła i spięcie mięśni, które miałem przed intensywnym kursem jogi - a zostaje jego elastyczność. Pisałem jakiś czas temu, że czuję jakbym rozciągał linę w przeciwne strony i że ciało krzyczy z bólu... Teraz właśnie moje ciało przestaje to robić... To co w ostatnich dniach wyraźnie obserwuję... to ten apetyt na więcej, i mocniej, i ta energia w środku. Masz ją w sobie sam, jest w Twoich komórkach w ich wewnętrznej inteligencji, tylko może czasem przykurzona i warto ten kurz powoli zdejmować.


Cieszą mnie też jeszcze inne rzeczy; ponowne rzeźbienie ciała nie tylko ćwiczeniami ale i dietą, snem i regeneracja; i cieszy mnie obserwacja mojego syna i tego jak się rozwija jego muskulatura, jego sprawność i przyrost siły. I życzę wszystkim ćwiczącym i nie ćwiczącym, tych właśnie momentów zadowolenia i satysfakcji  - z tych czasem małych postępów (których na ogół nie doceniamy) , a czasem z tych dużych, które nas zaskakują... I życzę wszystkim trwania w pracy nad sobą tak fizycznie jak i mentalnie. To piękna i bardzo spełniająca wewnętrznie droga.

Jeśli pamiętasz fragmentarycznie o wszystkich składowych elementach o których wcześniej wspominałem w poprzednich postach, np: PUNKT ZACZEPIENIA (odniesienie do osoby która Cię kiedyś obdarowała czystą miłoscią), BUDOWANIU WŁASNEJ WARTOŚCI w oparciu o siebie, ODPUSZCZANIU i NIEODPUSZCZANIU, SZUKANIU RÓWNOWAGI ... to teraz właśnie u mnie te wszystkie obserwacje się kumulują i nakładają na to jedno... poczucie spełnienia w sobie z samego faktu obserwacji jak Twoje własne ciało reaguje na wysiłek i regularną nad nim pracę. To wszystko mamy w sobie to wszystko są składowe pewnej drogi, którą warto rozpocząć... o ile się jeszcze wachasz. Bo jeśli ja się staram, Ty też możesz.

ps. Ach i jeszcze jedno coś, co mnie szalenie też cieszy...
Pewna osoba z którą się znam już dość dobrze online, ale z którą się jeszcze nigdy nie spotkałem zdecydowała się na próbę wstawania o porankach - ja w zamian obiecałem jej, że każdego dnia będę analizował w mojej medytacji fragment Biblii, który ona mi będzie podsyłała zawsze kiedy uda jej się wstać o poranku  ... Nie należę do żadnej z religii i bardzo mi daleko do jakiejkolwiek, choć szanuję je wszystkie, nie jest to moja droga i jest to moja świadoma decyzja... Ale poczytać mądre słowa wysłane mi z intencją to coś innego - to dialog, mój dialog z tą osobą. To przyjęcie daru, który ta Osoba też dała mi z głębi swojego serca. Podzieliła się ze mną czymś najlepszym i najpiękniejszym co miała. W rezultacie, ona otworzyła się na moją filozofię, a ja na jej. To wymiana równorzędna. Nasz układ jest pięknym barterem : ona mnie motywuje do poszerzenia horyzontów i otwarcia się , ja ją do sprawdzenia bardzo prostego narzędzia. I to pięknie działa - dostałem już 2 cytaty z Biblii w ciągu ostatnich 4 dni nie tylko cieszę się nimi jak małe dziecko, ale jestem ich bardzo ciekawy...

Czytaj dalej

ŚRODEK, RÓWNOWAGA. ANTIDOTUM – punkt odniesienia (02/03/26)

Marzec 2, 2026 Czas czytania: 3 minut

Przeczytałem dziś o koncepcji Dalajlamy – 8 złodziejach naszej energii. To rzeczy, które podkradają nam spokój, siłę, radość. Są to:
1) Negatywne myślenie – zamartwianie się, krytykowanie siebie i innych, ciągłe analizowanie problemów.
2) Utrzymywanie urazy – trzymanie w sercu gniewu, zazdrości, żalu.
3) Przywiązanie do rzeczy materialnych – ciągły niedosyt, frustracja.
4) Porównywanie się z innymi – kradnie spokój i poczucie własnej wartości.
5) Życie w przeszłości – rozmyślanie o błędach i stratach, niepotrzebny stres.
6) Nadmierne oczekiwania wobec innych – źródło frustracji i napięcia.
7) Lęk przed zmianą – strach, który ogranicza rozwój i radość.
8 ) Brak wdzięczności – bez niej trudno o wewnętrzną równowagę i radość z życia.
Każdego z tych punktów dotykałem na swojej drodze. I każdy z nich – intuicyjnie, po swojemu – opisywałem w poprzednich postach. To nie przypadek, że wewnętrzna podróż prowadzi do tych samych wniosków. Słowa Dalajlamy są dla mnie potwierdzeniem i krystalizacją czegoś, co sam czuję od jakiegoś czasu, ale nie umiałem tak precyzyjnie nazwać.
Dlaczego o tym piszę? Bo to piękna synteza. I dobra mapa. Ale mapa to nie sama podróż. I dodałbym do tej mapy jeden klucz pod nazwą ANTIDOTUM.
Po tygodniu wybicia się wróciłem do porannej praktyki. Ashtanga, oddech, medytacja. I zobaczyłem coś ważnego: ta praktyka to nie tylko "dbanie o formę". To codzienne, namacalne narzędzie do rozbrajania tych 8 złodziei. To moje ANTIDOTUM.
Kiedy staję na macie o poranku, nie myślę o przeszłości. Nie porównuję się z innymi. Nie oczekuję niczego od nikogo. Jestem tylko ja, moje ciało, oddech, moment. Uważność na każdy ruch, na ograniczenia, na to, co ciało dziś mówi – to sprowadza mnie do TU i TERAZ. Myśli się wyciszają, pojawia się skupienie. I gdzieś w tym wszystkim – cisza.... a wraz z nią wdzięczność za to czego właśnie wtedy doświadczam.
To nie jest teoria. To jest praktyka, która każdego dnia uwalnia mnie od tych 8 złodziei. Kawałek po kawałku.
Dlatego – jeśli czujesz, że któryś z tych punktów dotyka i Ciebie, że masz dość zamartwiania się, porównywania, życia przeszłością albo lęku przed zmianą – może warto spróbować inaczej. Zrobić eksperyment na sobie?
Założyłem zamkniętą grupę "Shape Your Better Self – Early Mornings". W najbliższą sobotę, 7 marca, o 5:30 rano, zapraszam na sesję live. Przez godzinę poprowadzę przez rozgrzewkę, lekkie asany, poranną pranayamę i wyciszającą medytację.
To nie kurs. To zaproszenie do wspólnego doświadczenia. Żeby zobaczyć, jak to jest – zacząć dzień od siebie, a nie od świata. Jeśli poczujesz, że to dla Ciebie – dołącz, z czasem będziemy się inspirować i wspierać nawzajem. Jeśli nie – lista Dalajlamy i tak zostaje. Może wystarczy sama świadomość.

Czytaj dalej

Brak oczekiwań = Brak rozczarowań. (26/02/26)

Luty 27, 2026 Czas czytania: 4 minut

Kiedy staramy się dla kogoś, prędzej czy później pojawiają się oczekiwania... chociażby oczekiwanie uznania. To ludzkie i związane z naszym kruchym Ego - tą częścią naszej psychiki, która projektuje i która najczęściej (niezadbana np. w dzieciństwie lub nadmiernie napompowana) odczuwa deficyt.

Jeśli Ego jest zdrowe, nie znika – ale staje się ciche. Nie przeszkadza w życiu ani w relacjach. Nie domaga się ciągłego potwierdzenia, nie rani, wybacza gdy ktoś ma gorszy dzień. Jest nastawione na więzi i działanie w grupie – niekoniecznie jako lider, ale jako równoprawny członek. Takie Ego potrafi rozumieć czyjeś słabości, słowa lub uczynki... i wybaczać... bo nie szuka w nich dookreślenia siebie. Jego wartość wynika z wnętrza – ze zdrowego uznania własnej wartości i pokochania siebie.
Niektórzy psychologowie twierdzą, że Ego jest potrzebne – chroni nas, nasze życie, nasz interes przetrwania. Jung mówi o integracji Ego (jego "cienia"). Mistycy mówią wręcz o "uśmierceniu" czy porzuceniu... to też wyjście, ale chyba prowadzące do nirwany - stanu bez-czasu i bez-trwania, życia w bez-życiu.
Przeszedłem naprawdę długą drogę samopoznawania siebie w bólu, dyscyplinie, wytrzymałości i ekperymentowaniu, oraz tak(!), folgowaniu sobie. I pewnie nigdy jej nie ukończę bo taki jest charakter tej drogi:) ... Sam wciąż łapię się na tym, że czasem moje Ego się odzywa... drzemie, nie zaś śpi snem kamiennym (tak jak bym chyba wolał). Mój osobisty postęp, który uważam, że udało mi się osiągnąć na tym etapie, to zauważenie momentu kiedy moje ego się budzi...Mój osobisty sukces to włączanie wówczas takiego typu narzędzi, które osłabią j ego destrukcyjne i chaotyczne działanie, aby położyć je ponownie do snu...
Jednym z tych narzędzi jest UWAŻNOŚĆ ( bycie Tu i Teraz), osiągana przez świadomy oddech, codzienną praktykę fizyczna ciała, oraz medytację. Innym (pewnie słabszym ale też ważnym) jest czysto intelektualne podejście związane z filozofią "Brak oczekiwań = Brak rozczarowań." Czyli AKCEPTACJĄ tego co jest i uznaniem, że to co jest jest po coś, dla wyższego celu i ma głębszy SENS.
Taka AKCEPTACJA wcześniej myliła mi się z pasywnością i strachem przed pasywnością. Nigdy nie chciałem być pasywny i myślę, że przez to bywałem nad-reaktywny lub nad-ambitny. Dziś, AKCEPTACJA nie oznacza dla mnie braku wysiłku, celu, działania, czy też aktywności. AKCEPTACJA oznacza uznanie istnienia trudności i szukanie rozwiązania aby je pokonać. Nie za wszelką cenę i nie z agresją lub przymusem, że mi się należy. Bo czasami coś nam nie jest dane i rozpoznanie tego faktu przynosi brak rozczarowań.
Zauważ pewną prawidłowość w swoim własnym życiu, a kiedy się nad tym skupisz jestem przekonany, że znajdziesz mnóstwo przykładów ilustrujących ten schemat. Brak oczekiwań przynosi najczęściej niespodziewane rezultaty - dużo lepsze niż te, które moglibyśmy sobie wymarzyć... Dostajesz telefon którego się nie spodziewałeś/łaś, pojawia się perspektywa pracy lub nowego pięknego doświadczenia, ba pojawiają się w naszym życiu ludzie i relacje które mają się w nim pojawić i coś nam do niego wnieść. Stare rany się nagle goja i pojawia się spokój.
Brak oczekiwania w stosunku do innych ludzi oraz sytuacji przynosi jeszcze inna korzyść... zdejmuje z nich ciężar, czy też rodzaj powinności lub obowiązku, że coś muszą... I pojawia się ta dobra przestrzeń na AKCEPTACJĘ, która sama w sobie jest stanem bardzo podobnym do głębokiej MIŁOŚCI. A wówczas kiedy nic nie oczekujesz, nie chcesz nic w zamian, możesz dawać bezwarunkowo, tylko dla tego, że dzielenie się MIŁOŚCIĄ jest przyjemne. Co więcej nic Cię to nie kosztuje, a jedynie bardziej napełnia szczęściem.
Wygląda też na to, że już wkrótce zacznę prowadzić moje pierwsze jogowe grupy, co staje się też bez dużego oczekiwania w bardzo łagodny i naturalny sposób.

Czytaj dalej

ZASOBY – FUNDAMENT – DETERMINACJA - w nas samych (25/02/26)

Luty 25, 2026 Czas czytania: 2 minut

Chcę wam dziś opowiedzieć historię, która dla mnie jest wyjątkowa. Poznałem ją w czasie, gdy ja i pewna kobieta przechodziliśmy przez trudne chwile. Powiedziała mi o rzeczy, którą nosiła w sobie latami. Dla mnie ta historia jest wciąż do dziś piękna, dogłębnie ludzka i inspirująca … jest tak niezmiennie od pierwszego momentu, kiedy ją usłyszałem...
Dziadkowie tej kobiety leżeli w tym samym szpitalu, na różnych oddziałach. To były ich ostatnie dni, ale nikt tym się nie przejmował, poza nią. Poszła za głosem serca i zrobiła coś, co wydawało się niemożliwe – połączyła ich, żeby mogli być razem do końca w jednym pokoju.
Przeciwko sobie miała cały szpital. Dziwne spojrzenia, niechęć lekarzy, procedury, które mówiły „nie”. Ale ona nie ustępowała. Wiedziała, że to jedna szansa na jedno życie. Wiedziała, że to ważne. I nie wahała się – dla nich.
Ta determinacja i siła były i dalej są w niej - od zawsze. Tyle, że wcześniej o tym nie wiedziała. Ten moment ją wydobył. I tak jak w przypadku wielu z nas – łatwiej jej było walczyć dla innych niż dla siebie samej.
Wierzę, że ta siła jest w każdym. Może przykryta kurzem, pomyłkami, strachem, niepewnością. Może przysypana latami. Niewiarą w siebie. Ale jest. Bo zawsze tam była – MIŁOŚĆ - ta prawdziwa.
Szukaj tej DETERMINACJI i właśnie tej MIŁOŚCI, którą miała wówczas tamta kobieta dla pary swoich dziadków. Szukaj jej w pierwszej kolejności dla siebie. Bo będziesz mógł/ mogła się nią zatroszczyć i nią obdarza innych... Szukaj tej samej CZUŁOŚCI i ZROZUMIENIA, którą tak niezwykle czuła kobieta miała dla swoich dziadków... szukaj tej MIŁOŚĆI i ZROZUMIENIA w sobie dla siebie samego - bo na nią zasługujesz (!)… Zasługujesz na nią tak samo jak tych dwoje starszych ludzi... zasługujesz na nią jeszcze bardziej bo Ty jesteś jej źródłem i to źródło musisz chronić. Dlaczego?
Gdy masz czułość i MIŁOŚĆ do siebie, gdy najpierw obdarowujesz nią siebie – wtedy możesz czerpać z pełni i dawać innym bezwarunkowo, bez wypalania się, bez oczekiwania. Bo dajesz z naładowanych magazynów. Z miejsca, które nie pustoszeje. Nie wahaj się... dla siebie.
I nie ma nic to wspólnego z narcyzmem, to jest wręcz jego zaprzeczenie.

Czytaj dalej

INTEGRACJA -> AKCEPTACJA (22/02/26)

Luty 24, 2026 Czas czytania: 4 minut

Tym razem zacznę osobiście, bo temat ostatnio do mnie wraca. A w drugiej części – mam nadzieję – ten post może się dla niektórych zuniwersalizować.
Jestem dziś na rozdrożu. Może źle powiedziane… Ciągnę linę w dwie strony. Z jednej chcę zachować nowo nabytą i znacznie poszerzoną elastyczność, z drugiej – siłę i napięcie mięśni, które tak dobrze robiło mi na samopoczucie przez ostatnich 5 lat. I ciągnę tę linę, a ciało krzyczy, bo jest rozdzierane i się buntuje. Tak bardzo, że ostatni tydzień moje poranne wstawanie (moja osobista świętość) legło w gruzach. Fundament moich poukładanych dni i wysokiej energii.
I co z tym zrobić?
Potraktować łagodnie - AKCEPTACJĄ. Wybaczyłem sobie ostatni tydzień. Nie potraktowałem go jako porażki – tylko jako kolejną lekcję obserwacji własnego ciała. Pojawiający się NIEPOKÓJ, że coś stracę, uspokoiłem tym, że przecież znam swoją bazę. Że jednak jakieś fundamenty już zbudowałem i mam. I co więcej – chcę do nich wracać!
Czy pogodzenie tych dwóch przestrzeni – intensywnej jogi i intensywnej siłowni – mi się uda? Nie wiem. Może czasem jedno będzie dominować nad drugim. Ale będę szukał równowagi.
Takiej samej, jak między lenistwem a dyscypliną.
Takiej samej, jak między dietą zerocukrową a pozwoleniem sobie na "wyskok".
Takiej samej, jak między potrzebą samotności a potrzebą kontaktu.
Takiej samej, jak między duchowością a fizycznością.
I wreszcie – takiej samej, jak między tym, co w nas umownie nazywamy pierwiastkiem męskim i żeńskim.
Bo mam w sobie mieszankę. Potrzebę aktywności, determinacji, siły, czasem bezkompromisowości – ale też łagodności, czułości, wycofania. I wiem, że nie jestem w tym odosobniony. Każdy z nas nosi w sobie coś z obu tych energii. W różnych proporcjach, w różnych momentach życia.
W niektórych tradycjach mówi się o tym wprost – o łączeniu przeciwieństw. W jodze to ha- tha – dwie siły, które spotykają się w równowadze (energia Słońca-meska i Księżyca- kobieca). W chińskiej filozofii to jang i jin – męskie i żeńskie, które nie istnieją bez siebie. To nie są szufladki, w które trzeba się wpasować. To raczej przypomnienie, że w każdym z nas jest; i słońce i księżyc; i siła i delikatność; i działanie i pasywność; racjonalizm i intuicja; ekspansywaność (czasem brutalizm) i ukojenie...
Problem zaczyna się, gdy jedna strona na stałe zagłusza drugą. Gdy ciągle jesteśmy w trybie "zdobywania", a nie potrafimy odpocząć. Albo, gdy lęk przed działaniem sprawia, że zostajemy w cieniu. Wtedy pojawia się nierównowaga. I ciało – tak jak moje ostatnio – zaczyna krzyczeć.
Są ćwiczenia, które mogą w tym pomóc – oddechowe, uważnościowe, ruchowe (te proste pranayamiczne na wyrównanie postaram się zamieścić za kilka dni (na Shape Your Better Self) - ale to nie jest tekst o nich. To jest tekst o czymś prostszym i trudniejszym zarazem: o zgodzie na to, że obie strony we mnie są. I że żadnej nie muszę się pozbywać.
To, co chcę Ci dziś zostawić, to zaproszenie do INTEGROWANIA swoich przeciwieństw. Do rozpoznania: kiedy jestem w sile, a kiedy w łagodności. Kiedy pchnę, a kiedy odpuszczam. I do AKCEPTACJI, że czasem będę w jednym, czasem w drugim – i to jest w porządku.
Bo równowaga nie polega na tym, by stać nieruchomo pośrodku. Polega na tym, by umieć płynnie przechodzić z jednej strony na drugą. I nie wieszać na sobie łatki, że jestem "tylko tym" albo "tylko tamtym".
Ok. Przyszedł czas na Twoją kolej. Zadaj sobie pytanie sam... "Gdzie ty dziś jestem na tej linie?

Czytaj dalej