Blog - moja droga, dziennik, zapiski

Moja wewnętrzna podróż, dziennik - zapiski

DZIELENIE ŻYCIA

Marzec 21, 2026 Czas czytania: ~1 minuta

Dlaczego tak niewielu ludzi potrafi dzielić ze sobą tak fundamentalnej rzeczy jak ŻYCIE?


Bo ŻYCIE nie jest „prostą rzeczą”. To, co w nim najprostsze - być, oddychać, iść obok siebie, być obecnym... i nie oceniać - jest najtrudniejsze, bo wymaga czegoś, czego boimy się najbardziej: oddania kontroli, pokazania bezbronności, zaufania, że ktoś nas nie zrani, gdy zobaczy nas takimi, jacy jesteśmy.


Dzielenie się życiem to nie dzielenie się sukcesami, postępami, ładnie opakowanymi historiami. To dzielenie się niepewnością, wstydem, porażkami, wątpliwościami, codziennością, bez obawy bycia wyśmianym i bez potrzeby bycia lepszym, mądrzejszym, bardziej uzdrowionym.A tego nie uczą nas ani szkoły, ani rodziny, ani kultura sukcesu.


Uczą nas za to, że trzeba być silnym, samodzielnym, nie być ciężarem.
Uczą nas, że jeśli pokażemy słabość, zostaniemy wykorzystani.
Uczą nas, że to, co wewnętrzne, trzeba chronić przed światem.
Uczą nas, że trzeba wyrywać bo jak nie wyrwiemy to inni nam wyrwą... I taki sobie świat tworzymy my sami.

A to może być naprawdę takie proste.

Czytaj dalej

WYCISZENIE UMYSŁU (16/03/2026)

Marzec 16, 2026 Czas czytania: 3 minut

Kiedy wyciszasz umysł, wszystko dookoła zwalnia, jakby zatrzymuje się. Każda rozmowa, każdy gest i każdy moment smakuje inaczej. Nie pędzisz do przodu, nie wybiegasz do jutra, nie myślisz o tym, co za chwilę – więc masz czas, uważność i energię, by sycić się tym, co jest i dzieje się dookoła. To jest doświadczanie życia w pełni – przynajmniej ja tak to czuję.

Konsekwencja porannego wstawania i porannego zatrzymania się w sobie (patrz poprzednie posty) przynosi mi bardzo namacalne dary w ciągu dnia . To zaskakujące spotkania, coraz więcej ciekawych, nowych ludzi, głębokie i niezapomniane rozmowy. Przykłady mógłbym mnożyć – to wszystko momenty, które zapadają we mnie i trwają, mimo że wydarzyły się wczoraj, przedwczoraj, kilka dni temu. Czytałem wiele o neuroplastyczności mózgu, o tym, że medytacja dokonuje głębokich, leczących zmian nawet w najbardziej neurotycznych i rozchwianych mózgach. Nie spodziewałem się, że to nastąpi tak szybko i tak niepozornie – po mniej więcej trzech miesiącach regularnej praktyki wyciszenia i obserwacji. To nie cuda, a efekt tego, że mój umysł zaczyna pracować inaczej i zmienia się jego percepcja.

Owszem, miewam wciąż czasem projekcje, niepewność i lęki związane z jutrem. Ale one jakby blakną i nie mają już żadnego znaczenia, bo żyję dziś, tu i teraz.

Wczoraj doświadczyłem rozmowy, która poruszyła mnie głęboko – pewnego zwieńczenia kontaktu z kobietą, który zaczął się dwa tygodnie temu. Wtedy, przy pierwszym spotkaniu, zostawiła mnie ze zdaniem o pełni księżyca i zaćmieniu. Te ostatnie rzucone wówczas jej słowa brzmiały mi w uszach przez te wszystkie dni. Dopiero po czasie, gdy dotarła do mnie reszta historii, zrozumiałem, że to był szyfr. Sposób, by powiedzieć coś ważnego, nie mówiąc wprost.

Po dwóch tygodniach cierpliwego czekania na wyjaśnienie zagadki mogliśmy dokończyć rozmowę na tym etapie znajomości. Otrzymałem od niej piękne i szczere świadectwo niepewności, przez którą przeszła w ciągu ostatnich dziewięciu miesięcy swojego życia. W jej słowach było mnóstwo światła i radości z każdej chwili, którą przeżyła i którą ma w sobie dziś.

Ta kobieta, ta rozmowa, ten moment szczerości dotknął we mnie czegoś bardzo głęboko. Czegoś, za czym od dawna tęskniłem – i myślę, że my wszyscy tęsknimy. Czegoś, co nazywa się prawdziwym ludzkim spotkaniem na zupełnie innym poziomie i w innej przestrzeni.

Oboje wyszliśmy z tej niedługiej, ale intensywnej rozmowy wzbogaceni. Ona wie, że ja jestem. Ja wiem, że ona jest. I potrafimy wsłuchiwać się w siebie bez masek i bez pozowania. Bez oczekiwania na więcej – jesteśmy po prostu dla siebie w tej przestrzeni. Ja i ona, czując, że możemy się w pełni otworzyć.

Takich spotkań życzę. Nie wszystkim – bo może nie każdy ich pragnie. Ale tym, którzy wiedzą o czym mówię...

Czytaj dalej

RADOŚĆ Z ĆWICZENIA i ... BIBLIA (14/03/2026)

Marzec 14, 2026 Czas czytania: 4 minut

Co daje nam regularne ćwiczenie, poza samymi endorfinami, które są nieocenione? - daje nam radość z samej obserwacji ciała, z minimalnych postępów jakie robi, ale jednak robi, z poczucia, że pewien skrawek życia możemy naprawdę kontrolować - i to daje ogromne spełnienie. Jeśli ćwiczysz regularnie wiesz o czym mówię, jeśli nie ćwiczysz (bo masz na przykład nieco rozleniwione ciało) to wiedz, że to jest w Twoim własnym zasięgu i naprawdę nikogo do tego nie porzebujesz, żeby zacząć i cieszyć się tym co się dzieje z twoim ciałem w środku. Ważne aby robić to z wyrozumiałością dla siebie, ale determinacja.


Co mnie dzisiaj tak cieszy? Właśnie, że wraca mi poczucie pełni mojego ciała, wraca siła i spięcie mięśni, które miałem przed intensywnym kursem jogi - a zostaje jego elastyczność. Pisałem jakiś czas temu, że czuję jakbym rozciągał linę w przeciwne strony i że ciało krzyczy z bólu... Teraz właśnie moje ciało przestaje to robić... To co w ostatnich dniach wyraźnie obserwuję... to ten apetyt na więcej, i mocniej, i ta energia w środku. Masz ją w sobie sam, jest w Twoich komórkach w ich wewnętrznej inteligencji, tylko może czasem przykurzona i warto ten kurz powoli zdejmować.


Cieszą mnie też jeszcze inne rzeczy; ponowne rzeźbienie ciała nie tylko ćwiczeniami ale i dietą, snem i regeneracja; i cieszy mnie obserwacja mojego syna i tego jak się rozwija jego muskulatura, jego sprawność i przyrost siły. I życzę wszystkim ćwiczącym i nie ćwiczącym, tych właśnie momentów zadowolenia i satysfakcji  - z tych czasem małych postępów (których na ogół nie doceniamy) , a czasem z tych dużych, które nas zaskakują... I życzę wszystkim trwania w pracy nad sobą tak fizycznie jak i mentalnie. To piękna i bardzo spełniająca wewnętrznie droga.

Jeśli pamiętasz fragmentarycznie o wszystkich składowych elementach o których wcześniej wspominałem w poprzednich postach, np: PUNKT ZACZEPIENIA (odniesienie do osoby która Cię kiedyś obdarowała czystą miłoscią), BUDOWANIU WŁASNEJ WARTOŚCI w oparciu o siebie, ODPUSZCZANIU i NIEODPUSZCZANIU, SZUKANIU RÓWNOWAGI ... to teraz właśnie u mnie te wszystkie obserwacje się kumulują i nakładają na to jedno... poczucie spełnienia w sobie z samego faktu obserwacji jak Twoje własne ciało reaguje na wysiłek i regularną nad nim pracę. To wszystko mamy w sobie to wszystko są składowe pewnej drogi, którą warto rozpocząć... o ile się jeszcze wachasz. Bo jeśli ja się staram, Ty też możesz.

ps. Ach i jeszcze jedno coś, co mnie szalenie też cieszy...
Pewna osoba z którą się znam już dość dobrze online, ale z którą się jeszcze nigdy nie spotkałem zdecydowała się na próbę wstawania o porankach - ja w zamian obiecałem jej, że każdego dnia będę analizował w mojej medytacji fragment Biblii, który ona mi będzie podsyłała zawsze kiedy uda jej się wstać o poranku  ... Nie należę do żadnej z religii i bardzo mi daleko do jakiejkolwiek, choć szanuję je wszystkie, nie jest to moja droga i jest to moja świadoma decyzja... Ale poczytać mądre słowa wysłane mi z intencją to coś innego - to dialog, mój dialog z tą osobą. To przyjęcie daru, który ta Osoba też dała mi z głębi swojego serca. Podzieliła się ze mną czymś najlepszym i najpiękniejszym co miała. W rezultacie, ona otworzyła się na moją filozofię, a ja na jej. To wymiana równorzędna. Nasz układ jest pięknym barterem : ona mnie motywuje do poszerzenia horyzontów i otwarcia się , ja ją do sprawdzenia bardzo prostego narzędzia. I to pięknie działa - dostałem już 2 cytaty z Biblii w ciągu ostatnich 4 dni nie tylko cieszę się nimi jak małe dziecko, ale jestem ich bardzo ciekawy...

Czytaj dalej

MIŁOŚĆ, ZAKOCHANIE, ROZMOWY, które zostają... (05/03/2026)

Marzec 5, 2026 Czas czytania: 3 minut

Będzie osobiście... bardzo...   Moje posty w zdecydowanej wiekszości czytują osoby miedzy 40 a 60 rokiem życia, więc też zakładam, że ciężar i jakość doświadczeń mamy podobne i rozumiemy się z tą grupa w pół słowa... to jeden z powodów pisania tego posta. W lekko żartobliwym i zdystansowanym tonie... mam nadzieję.


Każdy z nas przeżył na tym etapie wiele miłości, ważnych momentów, spotkań rozmów (nie szukam potwierdzenia, jest cisza z drugiej strony więc zakładam, że to pewnik:) ... a jeśli to się jeszcze nie stało to stanie się raczej jeszcze przed 60   życie nie lubi próżni... życie lubi zmiany.


Dopiero po rozwodzie zdałem sobie sprawę, że kobieta, którą (do tej pory) kochałem najbardziej(!) w życiu to wcale nie ta, z którą spędziłem i której poświeciłem 21 lat mojego najmłodszego życia... najbardziej produktywnego, energicznego agresywne -przedsiębiorczego, ale... nieświadomego... Przez 21 lat próbowałem kochać nieświadomie. Co to znaczy nieświadomie kochać? To znaczy kochać "wydmuszkę" kochać "nic", nie istniejącą osobą, projekcję która nie miała nigdy zaczepienia w rzeczywistości, a wynikała tylko z naszych deficytów i niespełnionych marzeń. 

Dopiero po rozwodzie przeżyłem to co można nazwać bardziej świadomą i zdecydowanie głęboką miłością. Miłością, której intensywności nigdy wcześniej nie zaznałem. Miłością z wzajemnym i dogłębnym oraz szczerym poznaniem siebie nawzajem. To jak zdarcie grubej warstwy pierwszego lakieru i dotarcie do tego co w nas żywe, nieprzerobione, najbardziej kruche i najbardziej bolesne... To jest właśnie ta informacja Panowie i Panie, że życie- miłośc nie kończy się na pierwszym związku... Ona dopiero zaczyna dojrzewać i wybuchać z czasem... A zupełnym  "czadem" i absolutnym mistrzostwem głębi, może być zakochanie się pod koniec życia, po 70, 80 lub nawet później... I może nawet o co w tym wszystkim chodzi??? :)

Wrócę zatem do mojej pierwszej do tej pory najgłębszej i najbardziej świadomej miłości. Około 2 lata po rozstaniu z ex... Grom z jasnego nieba... Piorun, uderzenie, knock-out... Motyle w brzuchu, a człowiek tuż przed 50... Tak samo jak intensywne się zaczęło i było, tak samo intensywnie się rozpadało; walczyłem, jak oszalały, a to mnie wówczas tylko bardziej raniło. Dopiero po dłuższym czasie zrozumiałem, że walczyć można tylko o siebie dla siebie samego.

Ta osoba, wciąż dla mnie ważna dziś ale już inaczej,  to był doskonały nauczyciel, a  relacja z nią była tak samo bolesna jak i wzniosła ... Tyle samo przepięknych momentów co tych dogłębnie raniących..... Ale to była konieczna lekcja po to aby pójśc dalej, zrozumieć coś głebiej o sobie. Wykonać prace naprawcze. Bo, kiedy jeszcze nie jesteśmy w pełni zintegrowani ze sobą,  najlepsze relacje to właśnie te które są najtwardszym lądowaniem, najboleśniejszą i zarazem najcenniejszą lekcją. Są żaglem który pcha nas do przodu ... ku światłości.... i ku sobie.

Czytaj dalej

ŚRODEK, RÓWNOWAGA. ANTIDOTUM – punkt odniesienia (02/03/26)

Marzec 2, 2026 Czas czytania: 3 minut

Przeczytałem dziś o koncepcji Dalajlamy – 8 złodziejach naszej energii. To rzeczy, które podkradają nam spokój, siłę, radość. Są to:
1) Negatywne myślenie – zamartwianie się, krytykowanie siebie i innych, ciągłe analizowanie problemów.
2) Utrzymywanie urazy – trzymanie w sercu gniewu, zazdrości, żalu.
3) Przywiązanie do rzeczy materialnych – ciągły niedosyt, frustracja.
4) Porównywanie się z innymi – kradnie spokój i poczucie własnej wartości.
5) Życie w przeszłości – rozmyślanie o błędach i stratach, niepotrzebny stres.
6) Nadmierne oczekiwania wobec innych – źródło frustracji i napięcia.
7) Lęk przed zmianą – strach, który ogranicza rozwój i radość.
8 ) Brak wdzięczności – bez niej trudno o wewnętrzną równowagę i radość z życia.
Każdego z tych punktów dotykałem na swojej drodze. I każdy z nich – intuicyjnie, po swojemu – opisywałem w poprzednich postach. To nie przypadek, że wewnętrzna podróż prowadzi do tych samych wniosków. Słowa Dalajlamy są dla mnie potwierdzeniem i krystalizacją czegoś, co sam czuję od jakiegoś czasu, ale nie umiałem tak precyzyjnie nazwać.
Dlaczego o tym piszę? Bo to piękna synteza. I dobra mapa. Ale mapa to nie sama podróż. I dodałbym do tej mapy jeden klucz pod nazwą ANTIDOTUM.
Po tygodniu wybicia się wróciłem do porannej praktyki. Ashtanga, oddech, medytacja. I zobaczyłem coś ważnego: ta praktyka to nie tylko "dbanie o formę". To codzienne, namacalne narzędzie do rozbrajania tych 8 złodziei. To moje ANTIDOTUM.
Kiedy staję na macie o poranku, nie myślę o przeszłości. Nie porównuję się z innymi. Nie oczekuję niczego od nikogo. Jestem tylko ja, moje ciało, oddech, moment. Uważność na każdy ruch, na ograniczenia, na to, co ciało dziś mówi – to sprowadza mnie do TU i TERAZ. Myśli się wyciszają, pojawia się skupienie. I gdzieś w tym wszystkim – cisza.... a wraz z nią wdzięczność za to czego właśnie wtedy doświadczam.
To nie jest teoria. To jest praktyka, która każdego dnia uwalnia mnie od tych 8 złodziei. Kawałek po kawałku.
Dlatego – jeśli czujesz, że któryś z tych punktów dotyka i Ciebie, że masz dość zamartwiania się, porównywania, życia przeszłością albo lęku przed zmianą – może warto spróbować inaczej. Zrobić eksperyment na sobie?
Założyłem zamkniętą grupę "Shape Your Better Self – Early Mornings". W najbliższą sobotę, 7 marca, o 5:30 rano, zapraszam na sesję live. Przez godzinę poprowadzę przez rozgrzewkę, lekkie asany, poranną pranayamę i wyciszającą medytację.
To nie kurs. To zaproszenie do wspólnego doświadczenia. Żeby zobaczyć, jak to jest – zacząć dzień od siebie, a nie od świata. Jeśli poczujesz, że to dla Ciebie – dołącz, z czasem będziemy się inspirować i wspierać nawzajem. Jeśli nie – lista Dalajlamy i tak zostaje. Może wystarczy sama świadomość.

Czytaj dalej

Brak oczekiwań = Brak rozczarowań. (26/02/26)

Luty 27, 2026 Czas czytania: 4 minut

Kiedy staramy się dla kogoś, prędzej czy później pojawiają się oczekiwania... chociażby oczekiwanie uznania. To ludzkie i związane z naszym kruchym Ego - tą częścią naszej psychiki, która projektuje i która najczęściej (niezadbana np. w dzieciństwie lub nadmiernie napompowana) odczuwa deficyt.

Jeśli Ego jest zdrowe, nie znika – ale staje się ciche. Nie przeszkadza w życiu ani w relacjach. Nie domaga się ciągłego potwierdzenia, nie rani, wybacza gdy ktoś ma gorszy dzień. Jest nastawione na więzi i działanie w grupie – niekoniecznie jako lider, ale jako równoprawny członek. Takie Ego potrafi rozumieć czyjeś słabości, słowa lub uczynki... i wybaczać... bo nie szuka w nich dookreślenia siebie. Jego wartość wynika z wnętrza – ze zdrowego uznania własnej wartości i pokochania siebie.
Niektórzy psychologowie twierdzą, że Ego jest potrzebne – chroni nas, nasze życie, nasz interes przetrwania. Jung mówi o integracji Ego (jego "cienia"). Mistycy mówią wręcz o "uśmierceniu" czy porzuceniu... to też wyjście, ale chyba prowadzące do nirwany - stanu bez-czasu i bez-trwania, życia w bez-życiu.
Przeszedłem naprawdę długą drogę samopoznawania siebie w bólu, dyscyplinie, wytrzymałości i ekperymentowaniu, oraz tak(!), folgowaniu sobie. I pewnie nigdy jej nie ukończę bo taki jest charakter tej drogi:) ... Sam wciąż łapię się na tym, że czasem moje Ego się odzywa... drzemie, nie zaś śpi snem kamiennym (tak jak bym chyba wolał). Mój osobisty postęp, który uważam, że udało mi się osiągnąć na tym etapie, to zauważenie momentu kiedy moje ego się budzi...Mój osobisty sukces to włączanie wówczas takiego typu narzędzi, które osłabią j ego destrukcyjne i chaotyczne działanie, aby położyć je ponownie do snu...
Jednym z tych narzędzi jest UWAŻNOŚĆ ( bycie Tu i Teraz), osiągana przez świadomy oddech, codzienną praktykę fizyczna ciała, oraz medytację. Innym (pewnie słabszym ale też ważnym) jest czysto intelektualne podejście związane z filozofią "Brak oczekiwań = Brak rozczarowań." Czyli AKCEPTACJĄ tego co jest i uznaniem, że to co jest jest po coś, dla wyższego celu i ma głębszy SENS.
Taka AKCEPTACJA wcześniej myliła mi się z pasywnością i strachem przed pasywnością. Nigdy nie chciałem być pasywny i myślę, że przez to bywałem nad-reaktywny lub nad-ambitny. Dziś, AKCEPTACJA nie oznacza dla mnie braku wysiłku, celu, działania, czy też aktywności. AKCEPTACJA oznacza uznanie istnienia trudności i szukanie rozwiązania aby je pokonać. Nie za wszelką cenę i nie z agresją lub przymusem, że mi się należy. Bo czasami coś nam nie jest dane i rozpoznanie tego faktu przynosi brak rozczarowań.
Zauważ pewną prawidłowość w swoim własnym życiu, a kiedy się nad tym skupisz jestem przekonany, że znajdziesz mnóstwo przykładów ilustrujących ten schemat. Brak oczekiwań przynosi najczęściej niespodziewane rezultaty - dużo lepsze niż te, które moglibyśmy sobie wymarzyć... Dostajesz telefon którego się nie spodziewałeś/łaś, pojawia się perspektywa pracy lub nowego pięknego doświadczenia, ba pojawiają się w naszym życiu ludzie i relacje które mają się w nim pojawić i coś nam do niego wnieść. Stare rany się nagle goja i pojawia się spokój.
Brak oczekiwania w stosunku do innych ludzi oraz sytuacji przynosi jeszcze inna korzyść... zdejmuje z nich ciężar, czy też rodzaj powinności lub obowiązku, że coś muszą... I pojawia się ta dobra przestrzeń na AKCEPTACJĘ, która sama w sobie jest stanem bardzo podobnym do głębokiej MIŁOŚCI. A wówczas kiedy nic nie oczekujesz, nie chcesz nic w zamian, możesz dawać bezwarunkowo, tylko dla tego, że dzielenie się MIŁOŚCIĄ jest przyjemne. Co więcej nic Cię to nie kosztuje, a jedynie bardziej napełnia szczęściem.
Wygląda też na to, że już wkrótce zacznę prowadzić moje pierwsze jogowe grupy, co staje się też bez dużego oczekiwania w bardzo łagodny i naturalny sposób.

Czytaj dalej